Nagle do pokoju weszła moja mama z herbatami. Widząc nas od razu odsunęła się od drzwi, chowając się za nie. Odepchnęłam od siebie Sebastiana, chcąc żeby się ode mnie oderwał. Ale ten wręcz przeciwnie, robił mi już kolejną malinkę na mojej czerwonej szyi. - Skarbie.. Mama jest za drzwiami.. - Słysząc to od razu się ode mnie oderwał i usiadł na łóżku. Mam weszła i uśmiechnęła się do nas lekko, położyła na biurku herbaty i wyszła z pokoju, zamykając drzwi. Westchnęłam głośno i położyłam się na łóżku, kładąc dłonie na mojej twarzy. - Coś się stało? - Nagle poczułam jego ciepły oddech, który otaczał moją twarz. Pokiwałam głową na znak, że nie. Pochylił się nade mną i pocałował mnie w szyję. Przymknęłam gwałtownie powieki, bo myślałam że będzie chciał mi robić kolejną malinkę. Jednak on nic nie zrobił, tylko lekko ją musnął. Kolejny raz by mnie już bolał, bo wszędzie one były a moja szyja była aż czerwona spod jego wpływu. - Przejdziemy się gdzieś? - powiedział jeszcze raz. Ja tylko spojrzałam na zegarek.
- Okej, gdzie proponujesz?
- Chodź do mojego domu.
- Poznam twoją mamę?
- Raczej moich kolegów, połowę ich widziałaś. - Zatkało mnie, miałam iść do tych kryminalistów? On chyba naprawdę mi ufał, jeżeli chciał żebym do nich szła. Zgodziłam się. Ubrałam kurtkę skórzaną i czarne creepersy. Uśmiechnęłam się do niego lekko, widząc jak zakłada vansy. Złapałam go za dłoń i ruszyłam z nim w nieznaną mi stronę, spojrzałam na niego niepewnie bo nie wiedziałam gdzie idziemy. On tylko splótł nasze palce w jedność, uśmiechając się do mnie. Chyba mogłam mu ufać. Po chwili doszliśmy do nie wielkiego domu. Zgrabny był. Przepuścił mnie w drzwiach pierwszą rozejrzałam się dookoła, na środku stał wielki stół a wokół niego kanapy i fotele, na których siedzieli chłopacy. Oni tylko posłali mi uśmiech, a jeden zaczął: - To jest ta twoja dziewczyna? Niezła jest, gdzie ty ją znalazłeś? - Skrzywiłam się lekko, przygryzając dolną wargę.
- Zamknij się, Maksym. W szkole, a gdzie? Chyba nie w dupie - Zaśmiałam się słysząc jego słowa. A chłopak o imieniu Maksym spojrzał na mnie i uśmiechnął się szeroko. Czułam jak przeszywa mnie wzrokiem, ale zignorowałam to. Seba usiadł na fotelu, a mnie posadził na swoich kolanach. Przedstawił mnie wszystkim. Przyjęli mnie ciepło. Chyba nawet zdziwili się, że on po takiej tragedii znalazł sobie dziewczynę. To było dziwne.. Nazywałam się jego dziewczyną, chociaż nią nie byłam. Nawet nie wiedziałam czy nią jestem czy nie. To było dla mnie za trudne. Olek, Karolina, Seba.. Tak szybko ja tego nie ogarnę. Jeszcze do końca z Karoliną się nie pogodziłam. Odeszła po tym jak mnie przeprosiła i nawet nie napisała esemesa. Mówi się trudno.. Maks cały czas patrzył na moje nogi.. Zaczęło mnie to przeszkadzać, nie mogłam się skupić na rozmowie z Seba kolegami. Nagle Sebastian zmienił temat, mówiąc że odchodzi od nich. Zdziwiłam się. Chłopcy od razu na niego naskoczyli, że nie ma gdzie odejść. Do rodziców nie chce, nawet oni się nim nie przejmowali. Mieli drugiego syna. Dziwiłam się słysząc słowa Kuby. Chyba to był jego najlepszy kumpel. Powiedział, że tylko nie będzie uczestniczył w akcjach. Oni się zgodzili, bo powiedział że będzie im tylko pomagał. Uśmiechnęli się do siebie porozumiewawczo. Nagle poczułam chęć zapalenia. Musiałam, bardzo mnie do tego ciągnęło. Powiedziałam Sebie, że muszę zapalić i wyszłam z domku. Widać było po jego minie, że nie był zbytnio zadowolony z tego co usłyszał. Wyciągnęłam z kieszeni papierosy i zapaliłam jego, zaciągając się nikotyną. Resztki wypuściłam nosem, przymykając powieki. Z zamyślenia wyrwał mnie Maksym. Spojrzałam na niego przerażona, a on tylko zaśmiał się. - Nie widziałem jeszcze, żeby dziewczyna tak się zaciągała. Niezła jesteś - uśmiechnął się do mnie szeroko, nieśmiało odwzajemniłam uśmiech. Zaciągnęłam się jeszcze parę razy, a następnie rzuciłam niedopałek na ziemię i zdeptałam go. Nie mogłam tak stać, nie zważając jak Maks na mnie parzył. On nieświadomie przycisnął mnie do ściany i pocałował brutalnie w wargi. Odepchnęłam go od siebie mocno, patrząc na niego z obrzydzeniem. Spojrzałam w bok, w drzwiach stał Seba. Podbiegłam go niego. - On się na mnie rzucił.. Nie widziałeś? - Powiedziałam próbując spojrzeć w jego oczy.
- Gówno mnie to obchodzi! Po co odwzajemniałaś?!
- Nie robiłam tego, przecież go od siebie odepchnęłam!
- Widziałem kurwa. Weź spierdalaj! - Kiedy usłyszałam jego słowa zatkało mnie, a łzy dopłynęły do moich oczu. Nie potrzebowałam powtórzenia. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w stronę domu.. Serce mi pękło. Chyba jednak go kochałam, a on mnie tak potraktował. Nie chciałam go znać. Będąc w domu rzuciłam się na łóżko, a łzy już mi same popłynęły strumykiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz