Ah.. Kolejny dzień w szkole. Naprawdę czasami zaczyna mnie to wszystko irytować. Moje koleżanki, moje ubrania, moje życie. Ogólnie tak to się zbiera. Nic ciekawego w moim życiu się nie dzieje. Czasami ta monotonia mnie przeżera.. Patrzę teraz na mojego psa pitbulla, który leży na twardej podłodze. Jego to nie boli? Ja nie mogę żyć bez miękkiego łóżka i muzyki. Właśnie słuchałam Tyga - I’m Faded i w tym czasie podnosiłam się powoli z łóżka.. 6:35 pora na śniadanie. Moja matka ma teraz na później do pracy, więc śniadania muszę sobie robić sama. Rozbiłam dwa jajka, patrząc jak się smażą na patelni. Dopiero teraz do mnie dotarło, że nie byłam z psem. Niestety jest pies - jest obowiązek. Westchnęłam ciężko i wsunęłam na siebie szare dresy, które zasłaniały moją sylwetkę. Uczesałam włosy w niedbałego koka i zjadłam szybko śniadanie, popijając je ciepłą herbatą. Ciepłe powietrze, które z niej parowało, wręcz kusiło mnie aby poranek spędzić pod kołdrą oglądając kolejny odcinek Plotkary. Ubrałam buty nike’a i spojrzałam na psa. Już czekał przy mnie ze smyczą. Mądry pies. Kiler - młody pitbull, już był gotowy. Zapięłam go i wyszłam z mieszkania, zamykając drzwi na klucz. Musiałam to robić, jeszcze ktoś by ją napadł. Co by wtedy było? Pewnie bym wielbiła tego kogoś. Matkę kochałam, ale czasami mnie tak wkurzała, że nie mogłam wytrzymać. Z zimnych słuchawek wypłynęła spokojna nuta Rihanny - Stay. Wyciągnęłam z kieszeni czekoladkę i od razu ją zjadłam. W pewnym momencie uderzył we mnie zimny wiatr. Moje długie blond włosy, rozwiązały się z koka i miękko opadły na ramiona. Nie lubiłam ich rozpuszczonych, wolałam siebie w związanych. Idąc w stronę gór, zobaczyłam chłopaka jadącego na rowerze. Pies kiedy go zobaczył od razu dostał dziwnej wariacji. Zerwał mi się ze smyczy. Ja jak zawsze nie opanowana, pobiegłam szybko w stronę psa. Ale ten o dziwo zatrzymał się przy chłopaku. Było jeszcze ciemno, widziałam tylko jego zarys. Nieznajomy przytrzymał go i podał mi smycz do dłoni, czując jego dotyk przez moje ciało przeszedł miły dreszcz.. Nie znałam tego chłopaka, nawet go nie widziałam. Ale coś mi się zdawało, że jest on tutaj nowy. Powiedział mi tylko szeptem, że jest już późno i musi iść do szkoły. Przytaknęłam głową i zabrałam psa, kierując się w stronę domu. Zobaczyłam na mojego iPhone’a 7:05. Trzeba się trochę pośpieszyć, ale mi jakoś się nie chciało. Powoli ruszyłam w stronę bloku, próbując sobie przypomnieć chłopaka..
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz